Dzisiaj jest poniedziałek, 03.10.22, imieniny: Ewalda, Heliodora

Z pazurem

Ten Sejm należałoby przewietrzyć, a posłów rozsadzić!

Autor: Ewa Inn, data dodania: 27-10-2009 Ten Sejm należałoby przewietrzyć, a posłów rozsadzić!

Nie posłużę się kilofami, którymi wymachują protestujący górnicy, nie będę palić opon, niczym protestujący stoczniowcy, nie rozbiję namiotu wzorem zdesperowanych pielęgniarek. Narzędziem mojego protestu jest pióro.


Marna to broń? Możliwe. Któż przejmie się utyskiwaniem anonimowej obywatelki, prawda? Jednak uważam, że lepsze to, niż bierne godzenie się z chorą rzeczywistością. I wierzę, mimo wszystko, że kropla drąży kamień. Jeśli utyskiwania wielu milionów anonimowych obywateli połączy się w jednogłośny krzyk protestu, wtedy być może dotrze on do tych, którzy powinni być szczególnie wyczuleni na odgłosy społeczeństwa. I bynajmniej nie chodzi tu o sondaże, które skwapliwie są analizowane przez piarowców po to, by premier mógł tchórzliwie dopasowywać do nich swoje wypowiedzi i kiepsko udawać, że podejmuje jakieś decyzje. W mistrzostwach robienia z gęby cholewy politycy byliby niedoścignionymi czempionami. Mamy dość czczego gadania, chcemy mądrych decyzji i konsekwencji w realizacji planów. A tu ani realizacji, ani planów, ani konsekwencji. Tak to jest, gdy miejsce, w którym polityk powinien mieć jaja, wypełnia jedynie puste ego, od którego odbijają się echem równie puste obietnice przedwyborcze. 

Choroba zawodowa polityków 

W walce o najlepsze miejsca przy korycie nasi politycy zapominają o tych, dzięki którym przy owym korycie się znaleźli. Obiecanki cacanki a wyborcom radość. A po wyborach znów ten sam bajzel, a ty Obywatelu Frajerze klep tę swoją biedę, bo Panie i Panowie Politycy mając ważniejsze sprawy na głowie, w przedziwny sposób stają się głusi na głos tego paskudnego, roszczeniowego ludu. 

Nic dziwnego, że najbardziej zdesperowani obywatele wymachują kilofami, smrodzą dymem palonych opon, wybijają szyby – oni wiedzą, że muszą komunikować się z politykami za pomocą innych zmysłów niż słuch, bo Wielmożna Pani Władza, jak się okazuje, skutecznie zatyka swoimi tłustymi paluchami uszy naszych rządzących. Każdy polityk, im na wyższym stołku siedzi, tym gorzej nas słyszy. Głuchota to choroba zawodowa polityków. A tam na szczycie, na Wiejskiej, ze słuchem posłów już jest tragicznie. Im w uszach pobrzmiewa jedynie zaraźliwy rechot Głupoty, kuszący szelest Mamony, bolesny skowyt Pychy, szydercze pogwizdywanie Hipokryzji, tupot odganianej Prawdy i stukanie stołków, na których co rusz zmieniają się tylko poselskie tyłki. Jak przez taki hałas może przebić się nasz nieśmiały głos sprzeciwu? Mogłabym napisać teraz, że już się z tym pogodziliśmy, ale nie zrobię tego. Nie, nie gódźmy się! Krzyczmy głośno! Bardzo głośno! 

Sala imienia Afery 

Sejmowej Sali Posiedzeń należałoby nadać imię Afery, na cześć nieodłącznej towarzyszki naszych polityków. Węglowa, hazardowa, paliwowa, stoczniowa, podsłuchowa – afera goni aferę! A gdy zabraknie nowych afer (w co wątpię), to aferą stanie się jej brak! Przekręty, matactwa, korupcja – toż to zgnilizna, której smród staje się nie do zniesienia! Właśnie! Nie do zniesienia a jednak to znosimy! Wydaje się, że politycy już niczym nas nie zaskoczą a oni wciąż wyciągają nowego króliczka z kapelusza. Grunt, żeby zająć czymś uwagę obywatela. Napięcie nie może opaść, niczym w dobrym kryminale. Drogi Widzu, skup się na „jednookim bandycie”, to może zapomnisz o tym, że nie ma Cię za co leczyć, nie ma pieniędzy na Twoją emeryturę a bezrobocie rośnie w siłę. Drogi Widzu, daj się wciągnąć w brudne gierki polityków, bo Twój głos w wyborach jest na wagę złota. A po wyborach możesz choćby i zdechnąć. Z powodu nieleczonej choroby, z powodu zamarznięcia pod mostem, z powodu głodu – wybierz sobie powód, państwo polskie gwarantuje Ci pełny wachlarz przyczyn śmierci. Wiesz kim jesteś dla polityków? Świstkiem papieru wrzuconym do urny wyborczej li tylko! 

Dość mam afer, dość mam tej gangreny toczącej nasz kraj, tęsknię za normalnością, za stabilizacją, za poczuciem bezpieczeństwa mojego i mojej rodziny. Nie marzę o luksusach, nie żądam cudów, chcę jedynie godnie żyć, godnie się starzeć i umrzeć ze świadomością, że moje dzieci będą żyć w państwie prawa, rządzonym przez patriotów a nie nikczemników, cwaniaków, oszołomów i nieudaczników. Patriotyzm? Sama się śmieję ze swojej naiwności. Politycy pozostawiają w szatni sejmowej cechy, które w polityce nie są do niczego potrzebne. Zapominają o uczciwości, godności, honorze, poświęceniu, misji, a ja, głupia, liczę naiwnie na patriotyzm! 

Jesień życia zmienia kolor 

Złota jesień polskiego emeryta chyba już tylko z przyzwyczajenia określana jest tym kolorem, który jedynie zniekształca smutną rzeczywistość starszych ludzi. Natomiast to, co grozi młodszemu pokoleniu, które wejdzie w wiek emerytalny za kilkanaście lat, przybiera kolor głębokiej czerni. Czerni tak czarnej, jak tylko czarny może być głód, choroba, nędza, bezdomność, odebranie godności. A to czeka nas, przyszłych emerytów, którzy dziś, niejednokrotnie bardzo ciężko i uczciwie pracują i chcąc nie chcą odkładają część wynagrodzenia na przyszłe niby-emerytury. 

Niedawno w mediach wyliczono, że zgodnie z prognozami moje pokolenie będzie otrzymywało głodowe emerytury –  jeśli przykładowo dziś zarabiam 2 tysiące, to otrzymam 600 złotych emerytury. Ogarnęła mnie czarna rozpacz. Nie na samą myśl o tej kwocie, dzięki której dość szybko znajdę się w przytułku dla bezdomnych, lecz z powodu uświadomienia sobie, że politycy mogą zrobić z nami wszystko! Mogą wszystko odebrać, zmienić nasze życie w koszmar. To, co kiedyś wydawało się niemożliwe, niedorzeczne, chore, dziś powoli staje się faktem. I jak ze wszystkim w naszym kraju – nie ma pomysłu na wyjście z tego kryzysu, rozkłada się ręce, zrzuca się winę a to na poprzednie ekipy, a to znów na opozycję, a to na światowy kryzys. Dziura w budżecie jest uniwersalną wymówką, która usprawiedliwia polityków z coraz podlejszego odzierania obywateli z ich niezbywalnych praw. 

Póki człowiek młody, ma dwie ręce a zdrowie mniej lub bardziej dopisuje, póty jakiś pieniądz zawsze można zarobić. Jednak im jestem starsza, tym bardziej świadoma nieuchronności starości, która rok po roku zbliża się, a wraz z nią wiek emerytalny, który w normalnym kraju kojarzy się z zasłużonym odpoczynkiem a w naszym z kłopotami i ubóstwem.  

Prognozy wskazują, że za 20 lat liczba starszych Polaków wzrośnie dwukrotnie. W tej grupie będę właśnie ja. Dlatego nie mogę i nie chcę spokojnie patrzeć na to, co dziś rząd polski wyprawia. Miota się bezmyślnie, wysuwa propozycje kolejnych rozwiązań, z których szybko się wycofuje, zapowiada wydłużenie wieku emerytalnego, zapominając o tym, że dziś już 40-latek ma problemy ze znalezieniem pracy, z drugiej strony nie ma odwagi, aby zlikwidować wcześniejsze emerytury dla uprzywilejowanych grup zawodowych i tak w koło Macieju. Stosownemu ministerstwu chyba jednak nie głowie teraz losy przyszłych emerytur, skoro już na dzisiejsze nie ma środków w budżecie. Dlatego chce położyć łapę na Funduszu Rezerwy Demograficznej, który miał być przecież zabezpieczeniem na wypadek drastycznego wzrostu liczby emerytów, który grozi nam już za 11 lat. To takie typowe dla naszego rządu – tu zabrać, tam ograniczyć i kolejna dziura załatana. Bez żadnej refleksji, bez perspektywicznego myślenia, bez potrzeby przewidywania. Niczym żul spod monpolowego – byle wykombinować coś na dzisiejszą flaszkę wina, a jutro... jakoś to będzie. 

Ten Sejm należałoby przewietrzyć, a posłów rozsadzić 

Chciałoby się tak powiedzieć, parafrazując wypowiedź pewnego emeryta, skierowaną w stronę nadętych pracownic kędzierzyńskiego ZUS-u. Tak, tak, rozsadzić, zaorać, zasiać od nowa – bez chwastów i szerzącej się zarazy. Chciałoby się, ale się nie powie. Nie mam zamiaru, jak ten zdesperowany emeryt, być uznaną za zamachowca. Nie chcę, żeby odpowiednie służby przeszukiwały moje mieszkanie w poszukiwaniu ładunków wybuchowych. Nie mam zamiaru tłumaczyć sądowi, że to jedynie przenośnia a nie realna groźba zamachu terrorystycznego. Urzędniczki ZUS-u nie wykazały się ani dystansem, ani poczuciem humoru, udowodniając jedynie, iż tkwią w przeświadczeniu rodem z głębokiej komuny, że petent jest dla urzędnika a nie odwrotnie. Muszę więc zakładać, że skoro nie można „podskoczyć” urzędniczce niskiego szczebla, która zagubionego obywatela traktuje z przysłowiowego buta, to tym bardziej nie mogę sobie pozwolić na sarkastyczne wypowiedzi wobec przewrażliwionych na swoim punkcie i ciężko znoszący krytykę polityków, którzy tak jak panienki z zusowskich okienek, mogą całkiem poważnie podejść do bombowej przenośni. 

Użyję więc innego porównania – myślę, że nie będą mnie za to ciągać po sądach, chociaż w naszym kraju wszystko jest możliwe. Nasz sejm od wielu lat przypomina stado gołębi na ryneczku – leniwie drepczą w miejscu, dziobiąc okruchu rzucane przez przechodniów i brudząc bezwstydnie chodnik. Raz na jakiś czas ktoś tupnie nogą, aby je rozgonić, one odfruwają, a i owszem, ale zawsze wracają na ten sam ryneczek, w tym samym składzie, jedynie zamieniając się miejscami.

To co mnie szczerze martwi, to fakt, że w tym stadzie wciąż są te same wypasione, leniwe ptaki, przywiązane do swojego ryneczku naznaczonego swojskimi odchodami, w których czują się świetnie i robią wszystko, żeby z tego miejsca nie dać się przegonić. A przecież żadnego z nich pożytku, jedynie brud, który coraz głębiej wżera się w chodnikowe płyty. 

Za wysokie progi na Wasze pokraczne nogi! 

Drogie Posłanki, Drodzy Posłowie, ci, których na Wiejską popchnęła jedynie żądza władzy i pieniądza, ci, którym pycha nie pozwala obiektywnie spojrzeć na swoje umiejętności, ci, którym świadomość braku kompetencji nie przeszkadza w rozpychaniu się łokciami w wyścigu po najwyższe stanowiska państwowe, ci, którzy otaczają się bandą lojalnych półgłówków, a nie gronem fachowców, którzy wyciągnęliby nasz kraj z zapaści – mam dla Was życzenia. Szczere i wypowiedziane bez żadnej krępacji. Za to, że nie dbacie o Polskę a jedynie o własne interesy, za to, że łgaliście przed wyborami i łżecie nadal bez mrugnięcia okiem, za to, że traktujecie swoich wyborców jak niepotrzebne śmieci, o których za to ochoczo przypominacie sobie, gdy kończy się kolejna kadencja, za to, że pchając się zuchwale w politykę, nie mieliście i nadal nie macie pomysłów na wyciągniecie Polaków z coraz głębszego szamba - wpadnijcie weń tak samo, jak społeczeństwo, które tkwi tam od wielu lat dzięki Wam, borykając się z biedą, niesprawiedliwością i pogłębiającym się pesymizmem. Życzę Wam, abyście po odejściu z Wiejskiej nie spadli na cztery łapy. Życzę, żebyście pozostając bez swoich diet poselskich i dotychczasowych przywilejów, przypomnieli sobie, co znaczy być szarym obywatelem. Żebyście poczuli gorzki smak lekceważenia urzędników, lekarzy, pracodawców, polityków i ten dreszczyk emocji, jaki teraz fundujecie beztrosko Polakom, spowodowany strachem o własny byt. Takie właśnie mam dla Was życzenia, za to, że przekroczyliście sejmowe progi, zbezczeszczone przez Wasze pokraczne nogi.


separ