Dzisiaj jest niedziela, 14.08.22, imieniny: Alfreda, Atanazji

Ot, Życie

Z miłości do Harleya

Autor: Ewa Inn, data dodania: 05-03-2011 Z miłości do Harleya

Nie mogą doczekać się chwili, gdy znów zrzucą z siebie codzienne ubrania, często eleganckie garnitury, garsonki, a nawet sutanny. Ubierają skórzane kurtki i wysokie buty, zakładają kaski, pod szyjami zawiązują chusty. Gotowi są na kolejną randkę z ich wielką miłością, która na imię ma Harley.


W 1901 roku, w stanie Wisconsin w USA, panowie Harley i Davidson w przydomowej komórce opowierzchni kilkunastu metrów kwadratowych skonstruowali cztery silniki do ramy rowerowej. Do dziś krąży anegdota, że pierwszy gaźnik zmontowali z puszki po pomidorach. Trzy lata później stworzyli oni pierwszy model pojazdu przeznaczony do sprzedaży, a już wkrótce pokazało się na rynku 50 nowych maszyn o poetyckiej nazwie Milczący Szary Towarzysz. I tak oto narodziła się znana dziś na całym świecie spółka Harley-Davidson Motor Company, która od ponad stu lat produkuje legendarne już motocykle.

Cóż takiego magicznego jest w tych maszynach? Czemu ludzie w Stanach Zjednoczonych, Australii, Europie zakochują się w nich bez pamięci i na całe życie? Co sprawia, że wielu z nich wydaje wszystkie oszczędności, żeby zdobyć na własność to cudo motoryzacji? Czym wytłumaczyć setki godzin spędzanych w garażu, na składaniu z części jedynego w swoim rodzaju  egzemplarza?

Harleyowcy mawiają, że ich pojazd, to nie jest zwykły motor. To przyjaciel. To towarzysz podróży, dzięki któremu będąc w drodze, jest się wciąż w kontakcie z naturą. Nie służy zwariowanej jeździe, a raczej majestatycznemu poruszaniu się po drodze. Jest on swoistym połączeniem prestiżu i luzu.

Ruch bez ideologii

Już pół wieku temu na amerykańskich autostradach zaczęły pojawiać się pierwsze grupy miłośników tych ciężkich motocykli. Dwadzieścia lat później i do Polski dotarł ten ruch. Dziś na świecie są miliony pasjonatów Harleya, tworzących subkulturę, w której bez znaczenia są poglądy polityczne, wyznania religijne, status społeczny, narodowość, grubość portfela, kolor skóry, wiek czy płeć. Nie można im przypisać żadnej ideologii. Jedyne co ich łączy, co jest istotne, co pozwala przynależeć do tej międzynarodowej społeczności, to zamiłowanie do Harleyów.

Harleyowiec to czasem samotny podróżnik, przemierzający asfaltem tysiące kilometrów, a czasem "zwierzę stadne", które lubi spotykać się z podobnymi sobie. Nie od dziś znane są Zloty, na które zjeżdżają się z najdalszych zakątków kraju, kontynentu, a nawet świata ludzie w skórzanych strojach, na swoich stalowych rumakach. To czas przedniej zabawy w towarzystwie ludzi, którym to samo w duszy gra, przy ulubionych rytmach rocka lub bluesa, w piknikowej, prawie że rodzinnej atmosferze. Oczywiście bohaterami numer jeden w tym czasie są  ukochane, wyjątkowe, wypieszczone Harleye.

Dla okolicznych mieszkańców i turystów w czasie takich imprez najistotniejsze jednak są motocyklowe parady, w czasie których dumni motocykliści przejeżdżając ulicami miasta, z gracją prezentują swoje maszyny. Te wyjątkowe kawalkady zawsze wzbudzają sensację, zadziwiając swym widokiem. Dźwięk wydobywający się z maszyn, jest rozpoznawalny nie tylko przez znawców motocykli. Niepowtarzalny, basowy, powolny warkot silnika budzi zachwyt i respekt. Miłośnicy swoich motorów rozkoszują się tym dźwiękiem, ale pewnie nie wszyscy wiedzą, że ich producent zainwestował kilkanaście milionów  dolarów w laboratorium dźwięku, aby Harley mógł zachować swoje charakterystyczne brzmienie po dzień dzisiejszy.

Tak więc co jakiś czas, hałaśliwie i spektakularnie dają o sobie znać właściciele tych jednośladowych pojazdów. Jakie wzbudzają emocje u obserwatorów? Podziw? Lęk? Zazdrość? Pewnie wszystkiego po trosze. Przecież wielu z nas marzy o chwilach za kierownicą tej legendarnej maszyny, o wietrze we włosach, o pejzażach na wyciągnięcie dłoni, o zapachach, które prawie można dotknąć, o wiernych przyjaciołach, których łączy wspólna pasja, o beztroskiej przygodzie, która chociaż przez chwilę daje poczucie wolności.

Jednak spora część społeczeństwa, traktuje Harleyowców jak podejrzanych dziwaków, którym lepiej nie wchodzić w drogę. Skąd się bierze ten stereotyp? Silni, twardzi faceci, w czarnych skórach, ciężkich buciorach, ozdobieni tatuażami, tajemniczymi emblematami i biżuterią. Oho! Czujemy w kościach problemy! Ale czy słusznie? Może czas zapomnieć o scenach z amerykańskich filmów, w których obserwowaliśmy z przerażeniem wyczyny motocyklowych gangów?  Harleyowcy, to nie banda dzikusów polująca na bezbronne dziewice w przydrożnych barach.

To zwykli ludzie, którzy na co dzień pracują, mają rodziny, piastują często ważne stanowiska i to zarówno mężczyźni jak i kobiety. Można spotkać wśród nich  pracowników fizycznych, naukowców, właścicieli firm, wykładowców, polityków, a nawet duchownych. Harleyowcy to nie tylko barczyści, długowłosi brodacze, którzy swoim wyglądem zdradzają zamiłowanie do nieskrępowanego stylu życia. Często są to niewzbudzające żadnych podejrzeń osoby, żyjące obok nas. Nie afiszują się swoją pasją. Jednak co jakiś czas zrzucają z siebie "szarą codzienność" i stają się wolnymi ludźmi, którzy oddają się bezgranicznie swojej wielkiej miłości.


separ