Dzisiaj jest niedziela, 14.08.22, imieniny: Alfreda, Atanazji

Wiedzieć więcej

Drogie Panie, nadchodzi "tacierzyński"

Autor: Ewa Inn, data dodania: 05-09-2009 Drogie Panie, nadchodzi

Dzięki zrodzonej w wielkich bólach w ubiegłym roku „ustawie prorodzinnej”, świeżo upieczeni ojcowie nabędą już wkrótce prawa do przysługującego im bezpośrednio urlopu ojcowskiego. To jednak wciąż kropla w morzu ojcowskich potrzeb.


Co nas czeka?

Pracującemu ojcu przyznano prawo do skorzystania z urlopu ojcowskiego w wymiarze do 2 tygodni, który może być wykorzystany do czasu ukończenia przez dziecko 12 miesiąca życia. Do tej pory pracującym ojcom przysługiwało jedynie prawo do niewykorzystanej przez matkę części urlopu macierzyńskiego. Dzięki nowelizacji nabyli oni uprawnienie do przysługującego bezpośrednio im urlopu.

Urlop ten będzie przysługiwał dopiero od 2010 r. a w pełnym wymiarze (2 tygodni) będzie go można wykorzystać dopiero w 2012 r. W międzyczasie, w 2010 r. i 2011 r., jego wymiar będzie wynosił 1 tydzień. 

„Pępkowe” i do roboty? 

Do tej pory obowiązywał model „mamusi-kwoki i tatusia-sponsora”. Mężczyźnie niezmiennie przypisywano rolę „tyrającego osła”, który radość zostania ojcem mógł wyrazić poprzez uczestniczenie w „pępkowym” w towarzystwie kumpli, aby zaraz potem wrócić do odwiecznego obowiązku zagwarantowania rodzinie godziwych warunków życia. Urlop macierzyński bez wątpienie należy się matce, choćby z racji faktu, iż jej organizm musi się zregenerować po porodzie czy też z konieczności karmienia dziecka piersią. Jednak to nie powinno dyskwalifikować ojca jako równoprawnego partnera w opiece nad maluchem. Być może polskie społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe do modelu związku, w którym oboje rodziców dzielą się pracą zawodową, obowiązkami domowymi i opieką nad dziećmi, rozdzielając poszczególne prace zgodnie z predyspozycjami rodziców i realiami danej rodziny a nie według „klucza płci”. Jednak istotne jest, aby stworzyć warunki do tych wyborów, aby każdy rodzic miał prawo zadecydować ze współmałżonkiem, które z nich będzie kontynuowało karierę zawodową, a które przejmie opiekę nad dzieckiem. 

W dzisiejszych czasach zrzucanie wyłącznie na matkę obowiązku (ale i przyjemności) zajmowania się nowonarodzonym dzieckiem, wydaje się być zupełnie nieuzasadnione. Na szczęście coraz więcej osób, w tym również tych odpowiedzialnych za polskie prawodawstwo, podjęło słuszną walkę ze stereotypami. Dziś troska o równe prawa matek i ojców do uczestniczenia w wychowywaniu potomstwa zaczyna nabierać kolorów. 

Przywilej czy obowiązek? 

Należy podkreślić, że nikt nie zmusza ojców do tacierzyńskiego urlopu. Póki co, ponieważ trwają dyskusje, czy jednak nie powinien on być obowiązkowy. Dlaczego? Głównym powodem miałoby być zrównanie szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy. W takim rozwiązaniu pokłada się nadzieję na zaprzestanie dyskryminacji kobiet, ponieważ dla pracodawcy nie istniałaby już różnica miedzy dyspozycyjnością mężczyzny i kobiety. 

Dziś daleko nam jeszcze do takiego obowiązku, z czego jedni się cieszą, inni przeciwnie. Jaki jest tego minus? Jeśli urlop ten będzie dobrowolny, wtedy pracodawcy będą wywierali nacisk na pracujących ojców, aby rezygnowali z owego urlopu i pewnie część z tych, którzy nawet mieliby szczerą chęć wykorzystać ten ojcowski przywilej, rezygnowaliby z niego pod presją szefów, w obawie przed pogorszeniem dobrych z nimi relacji a nawet przed utratą pracy.

Korzyści 

Nie należy w dyskusjach o urlopie tacierzyńskim zapominać o tym co najważniejsze – o relacjach z dzieckiem. Ta przerwa w pracy daje możliwość pełniejszego przeżywania ojcostwa i zacieśniania więzi z dzieckiem. Panowie, często niedoceniani jako opiekunowie małych dzieci, obligatoryjnie są odsuwani od czynności, które są przypisywane matkom. Czas na mentalną rewolucję. A wtedy okaże się, że wiele mężczyzn doskonale spełnia się w roli „niani”, a kobiety w tym czasie realizują swoje plany zawodowe. Ten ostatni argument nie powinien być ignorowany zwłaszcza w dobie kryzysu i ponownego wzrostu bezrobocia, które sprawia, że często tylko jeden z partnerów jest zatrudniony i niejednokrotnie jest to właśnie kobieta.

Zwał jak zwał?

Sformułowanie „urlop tatcierzyński” bardzo szybko znalazło zwolenników, chociaż obrońcy języka ojczystego łapią się za głowę. Powstało ono na zasadzie żartobliwej, dźwiękonaśladowczej metody przeniesienia od słowa macierzyński i czas pokaże, czy przyjmie się na stałe. Złośliwi twierdzą,  że stworzono go, aby nie przestraszyć swoim ciężarem przyszłych ojców. Dopatruje się w tym również próby zbagatelizowania poważnego tematu i ośmieszenia samej ustawy. Ojcowski? Tacierzyński? Rodzicielski? Językoznawcy mają o czym rozmawiać, a przyszli rodzice zacierają ręce, bo bez względu na to, jak ów urlop jest nazywany, najważniejsza dla nich jest możliwość korzystania z tego długo oczekiwanego prawa.  


separ