Dzisiaj jest poniedziałek, 23.05.22, imieniny: Dezyderiusza, Iwony

Na sportowo

Australian Open - Wiktoria znaczy zwycięstwo

Autor: Ewa Inn, data dodania: 26-01-2013 Australian Open - Wiktoria znaczy zwycięstwo

Chociaż zwycięstwo to nie zawsze zdobyte jest w wielkim stylu, co udowodnił dzisiejszy przedziwny finał kobiet turnieju Australian Open. Zmierzyły się w nim: triumfatorka ubiegłorocznego turnieju - Białorusinka Wiktoria Azarenka i Chinką Na Li, która zasłużenie znalazła się w tym prestiżowym finale.


Po jednej stronie kortu

30-letnia Chinka Na Li w ćwierćfinale pokonała naszą Agnieszkę Radwańską,  http://www.agaradwanska.com/pl/ czwartą tenisistkę świata, która do czasu spotkania z Chinką nieprzerwanie w tym roku wygrywała wszystkie rozgrywane mecze. Na Li słusznie więc nadal może być nazywana „klątwą” Agnieszki – kolejny raz pokrzyżowała Polce plany, tym razem w drodze do finału Australian Open.

W ćwierćfinale Chinka natomiast pokonała Marię Szarapową, która w rankingach do tej pory zajmowała drugie miejsce, jednak za sprawą Na Li, spadnie w notowaniach WTA na miejsce trzecie. Po przegranym meczu Rosjanka stwierdziła: - Prawdopodobnie był to jej najlepszy mecz przeciwko mnie z naszych dotychczasowych spotkań. Nie widzę powodów, dlaczego Li nie miałaby wygrać tego turnieju. Sama Chinka o finale wypowiadała się z dużym optymizmem: - Bardzo ciężko pracowałam w przerwie zimowej i teraz są tego efekty. W finale po prostu wyjdę na kort, wezmę rakietę i będę się cieszyć grą w tenisa.

Po drugiej stronie kortu

Do starcia finałowego była też gotowa 23-letnia Wiktoria Azarenka http://www.vikaazarenkatennis.com/ - pierwsza „rakieta świata”, która przeszła przez wszystkie rundy turnieju. Do finału dotarła po tym, jak w półfinałowym meczu (z chwilowym dużym oporem przeciwniczki), pokonała młodziutką Sloane Stephens, która wcześniej pogrążyła samą Serenę Williams http://serenawilliams.com/ - piętnastokrotną zdobywczynię tytułów wielkoszlemowych.

O zbliżającym się najważniejszym starciu z drugą finalistką powiedziała: - Finał z Li Na zapowiada się niezwykle interesująco. Chinka gra tu swój najlepszy tenis. Nigdy wcześniej nie grałyśmy ze sobą w tej fazie.

Chińskie „aby wygrać” kontra białoruskie „byle przetrwać”

Australijska publiczność od pierwszych podań zdecydowanie wyrażała gorące poparcie dla Chinki i niechęć wobec Białorusinki, która z wielu powodów nie cieszy się sympatią wśród miłośników tenisa.

Mecz rozpoczął się od nieciekawej, nerwowej gry obu pań, przy czym akcja generalnie obfitowała w błędy Wiktorii, ku okazywanej bezpardonowo uciesze kibiców na trybunach. Dopiero w piątym gemie Azarenka wywalczyła pierwszy bezpośredni punkt, udało jej się też utrzymać pierwszą dłuższą wymianę tego meczu – 12 uderzeń. Ostatecznie Azarenka jakby dopiero teraz nieco się rozluźniła i poczuła się pewniej, wygrywając gem po przełamaniu Chinki, która jednak wciąż prowadziła 3:2.

Następnych gemów jednak Na Li już nie odpuszczała, konsekwentnie pokazując, kto rządzi na korcie. Azarenka prezentowała nieporadność, bierność, zagubienie.

Mimo to w decydującym gemie, który pozwoliłby Na Li wygrać set, Chinka straciła zimną krew a wraz z nią swój gem, doprowadzając do wyniku 5:4. Ta chwilowa porażka nie przeszkodziła jej jednak, by w następnym gemie przełamać Białorusinkę – najpierw dzięki pięknej, widowiskowej obronie a na koniec dzięki podwójnemu błędowi serwisowemu Wiktorii. Taki bieg wydarzeń zagwarantował Chince wygraną pierwszego seta.

Obrót sprawy

Drugi set, tak jak pierwszy, rozpoczął się od przełamania Chinki. Czyżby to miało zapoczątkować dobrą passę Białorusinki? Drugi gem również wygrała, potem trzeci – role pań wyraźnie odwróciły się w drugim secie. Do czasu – gem czwarty Chinka obroniła, przełamując rywalkę i pokazując, że po chwilowej niedyspozycji znów wróciła do drapieżnej gry.

Pechowy upadek

I tu nastąpiło coś, czego nikt się nie spodziewał – niefortunny upadek Na Li, powodujący kontuzję stawu skokowego. Wszyscy z napięciem oczekiwali na decyzje po przerwie medycznej. Chinka nie zrezygnowała z gry, pozwalając służbom medycznym zaopatrzyć solidnie staw, aby spróbować jeszcze zawalczyć o puchar.

Po powrocie na kort, wśród aplauzu publiczności, rozpoczęła grę i we wspaniałym stylu wygrała zarówno pierwsze podanie jak i drugie, wygrywając następny gem. Jednak w następnych Chinka znów zaniżyła loty, potwierdzając opinie o typowej dla niej grze: wspaniałej, choć często bardzo nierównej. Tak więc prezentowała na przemian zadziwiająco nieporadną postawę jak i świetną grę, która po dłuższym prowadzeniu Azarenki w końcu pomogła Chince wyrównać wynik do 4:4.

Następny gem znów przebiegał pod znakiem „huśtawki” Na Li – przegrała bardzo ważny dla siebie gem przy własnym podaniu, przegrała też następny i w ten sposób Azarenka wygrała drugi set.

Set prawdy

Początek meczu nie wskazywał na to, że jego rozstrzygnięcie nastąpi w trzecim secie. A jednak. Tak więc nadszedł czas na decydujący set. Gra zaczęła się od nowa. Z jakim efektem? Przełamanie Chinki w pierwszym gemie. Jej przegrana również w drugim. Potem zwrot akcji, typowy już dla tego meczu i Na Li wygrała gem.

Wybuchowa przerwa i pech numer 2

Jakby mało było atrakcji w tym meczu, ogłoszono przerwę z powodu pokazu fajerwerków z okazji przypadających właśnie na ten dzień obchodów święta państwowego „Australia Day”. Tak więc pod rozświetlonym bajecznymi fajerwerkami niebem Melbourne, zawodniczki miały okazje na chwile odpoczynku i analizy własnej gry.

Po jej wznowieniu i krótkiej wymianie piłek przez zawodniczki, Chinka po raz drugi upadła niefortunnie podwijając stopę, a w rezultacie upadku mocno uderzyła głową o kort. Upadek przez to wyglądał dość groźne, konieczna była kolejna przerwa medyczna, w czasie której zajęto się z trwogą głową pechowej tenisistki. Mecz jednak wznowiono.

Panie wróciły na kort. Kolejny gem wygrała Wiki, doprowadzając do 2:2, a już po chwili prowadziła 4:2. Następny gem wygrała jednak Chinka, w pięknym stylu. Kolejny gem i znów wygrana Wiktorii, która przejęła już prowadzenie 5:3. Ostatni, decydujący gem okazał się pechowy dla Chinki – przegrała własne podanie, przegrywając jednocześnie cały mecz.

Płacz – czy aby z radości?

Wiktoria Azarenka, mimo wygranej, która pozwoliła jej obronić tytuł ubiegłorocznej zwycieżczyni, utrzymać pierwsze miejsce w rankingu WTA i odebrać czek na pokaźną kwotę, nie zareagowała na to we właściwy sobie sposób. Nie było podniesionej zaciśniętej pięści w geście triumfu, nie było uśmiechu, nie było dumy w jej postawie. Był za to szloch, twarz schowana w ręcznik, ocieranie łez na twarzy, która nie wyrażała satysfakcji. Czy to dlatego, że z trybun nie dotarł do niej zachwyt publiczności charakterystyczny dla końca finału w tak ważnym turnieju lecz gwizdy, po których prawie że zapadła dość znamienna cisza? A może dlatego, że nie była dziś na korcie tą zwycięską „stalową Wiki”, która nie tak dawno jeszcze gromiła bezlitośnie rywalki na korcie, dominując zarówno technicznie, fizycznie jak i psychicznie. Wygrana meczu po takiej grze tylko pozornie satysfakcjonuje. Faktem jest, że dziś to nie była wygrana Białorusinki lecz przegrana Chinki, która pozwalając sobie na nierówną grę, zaprzepaściła wielką szansę na zwycięstwo. Tak więc zwycięstwo nie jedno ma imię.

  • AFP

separ