Dzisiaj jest poniedziałek, 03.10.22, imieniny: Ewalda, Heliodora

Z pazurem

Niemcy poznali gniew Boży?

Autor: Ewa Inn, data dodania: 26-03-2009 Niemcy poznali gniew Boży?

"Polecono” mi lekturę artykułu, wyjaśniającego przyczynę mordu w Winnenden, który niedawno wstrząsnął światem. Przeczytałam, przemyślałam, osłupiałam.


Autor artykułu List otwarty do nieznanej kobiety z Winnenden odpowiedział owej kobiecie na pytanie „Gdzie był Bóg?" w czasie, gdy szaleniec mordował niewinnych ludzi w jednej z niemieckich szkół. Ta, jakże oczywista w mniemaniu autora odpowiedź, na jakże bezczelne w mniemaniu autora pytanie, wprawiła mnie w osłupienie.

Nie zadzieraj z Ubezpieczycielem! 

Autor zna prawdę! Autor przejrzał zamysł Boży! Autor stał się rzecznikiem Boga i przemówił w Jego imieniu! I tak oto przedstawił nam Boga, który nie istnieje w naszych sercach i umysłach a jedynie w szkolnym programie nauczania, planie lekcji i krucyfiksach wiszących nad drzwiami w klasach. Religia w szkołach jest dla autora swoistym ubezpieczeniem przed tragediami i złem wszelakim. To taka polisa zawarta z Górą. Nie przedłużasz polisy? No to zaraz zostanie oddelegowany do Ciebie szaleniec i wybije garstkę przedszkolaków, tudzież gimnazjalistów! 

A to ci zagadka 

Przepraszam, nie znam relacji jakie łączą autora z Bogiem, może on wie o czymś, o czym ja nie wiem, ale śmiem twierdzić, że Religia w szkołach lub jej brak nie ma nic wspólnego z tym, co stało się w niemieckiej szkole, jak i z tym, że w Polsce takie wydarzenia jeszcze miejsca nie mają. 

Skąd takie wnioski? Urodziłam się w czasach, gdy o wiele więcej można było zyskać machając czerwoną legitymacją partyjną, niż wypisem aktu chrztu. Uczyłam się w czasach, gdy na szkolnych ścianach zamiast krucyfiksów wisiały zdjęcia Lenina, w których już dawno, parafrazując słowa autora,  „wygoniliśmy Boga z polskich szkół". O istnieniu Religii w szkołach wiedzieliśmy jedynie z opowieści rodziców i dziadków, a na Katechezę biegaliśmy do najbliższej parafii. To nie w szkole uczuliśmy się Dekalogu, to nie Minister Edukacji zadbał o to, by wpojono nam do głów przykazanie „Nie zabijaj". Jak więc to możliwe, że mimo „bezbożnych" szkół, nie było w Polsce takich przypadków jak w Winnenden? 

Nie zgadzam się 

„Po tragicznych wydarzeniach w Winneden w moim kraju gazety zastanawiają się dlaczego u nas w Polsce jeszcze nie doszło do takiej masakry. Dla mnie odpowiedź jest prosta - ponieważ uczy się u nas jeszcze religii, jak rozmaici nawiedzeni wyrzucą ją wbrew woli większości rodziców ze szkół to zobaczycie, że Polak też potrafi urządzić niezłą jatkę. Skąd się bierze związek pomiędzy katechezą w szkole, a brakiem morderczych skłonności? Ależ to proste droga Pani: księża uczą dziesięciu przykazań, a jedno z nich brzmi "nie zabijaj"." - to słowa autora artykułu.

A ja, w takim razie, zastanawiam się, czemu w polskich szkołach, w których uczy się dzieci i młodzież Katechezy, jest coraz więcej przemocy, która nawet w małym ułamku nie istniała, gdy do polskiej szkoły katecheci nie mieli wstępu? Autor udaje, że nie widzi nadchodzącej fali przemocy, w której „specjalizują" się coraz młodsi ludzie? Próbuje oszukać siebie czy nas? Wmawia nam, że póki Religia będzie jednym ze szkolnych przedmiotów, to będziemy bezpieczni? Że nie istnieją inne czynniki, które przyczyniają się do postępującej w zastraszającym tempie przemocy, agresji, bezduszności i patologii wśród polskiej młodzieży, a coraz częściej i dzieci? 

Chłopcy katują niewinne dziewczynki, które ośmieliły się zwrócić im uwagę, aby nie znęcali się nad kotem. 17-latka próbuje zamordować niewiele starszą kobietę z zazdrości o swojego chłopaka. Trzej 14-latkowie po dotkliwym pobiciu zamykają staruszkę w szafie. 16-letni chłopcy brutalnie biją klienta pewnego pubu, w celu „zachęcenia" go, aby oddał im swój zegarek. Chłopcy biją dotkliwie deskorolką mężczyznę, który wstawia się za innymi pasażerami metra obrażanymi przez chłopców. 15 i 16-latek katują na śmierć młodszego kolegę. Uczniowie w klasie mają przednia zabawę, nakładając nauczycielowi w czasie lekcji kosz na śmieci. Uczeń wymierza pięściami sprawiedliwość nauczycielowi za wystawienie złej oceny. Wymieniać dalej? Nie muszę. Znamy dziesiątki, setki takich relacji. I nie pochodzą one z niemieckiego podwórka. Te alarmujące doniesienia dotyczą polskich dzieci. Dzieci, które uczęszczają do szkół, w których uczy się m.in. Dekalogu.  

Dobry Boże nie pomoże! 

Mamy czuć się bezpieczni, bo jeszcze nikt nie wpadł do jednej z naszych szkół z pistoletem i nie strzelał na ślepo w tłum? Mamy wierzyć, że nas ten koszmar ominie? Nic na to nie wskazuje, należy raczej przypuszczać, że to już tylko kwestia czasu. Może dałoby się jeszcze powstrzymać tę falę, ale nic się nie zmieni, jeśli nie zrobimy sami rachunku sumienia. Bo czyż nie powinniśmy winić samych siebie za to, że młode pokolenie bez skrupułów włazi nam na łby? Że kultowy już „klaps" urasta do rangi przestępstwa? Że dzieci mają dziś większe prawa niż dorośli? Że uczeń może opluć nauczyciela, pobić go, a nauczyciel nie może kiwnąć palcem, aby nie być posądzonym o łamanie praw dziecka? Że tracimy kontrolę nad własnymi dziećmi? Że nie mamy dla nich czasu? Że wychowuje je Internet? Że przechodzień zwracając uwagę młokosom  na ulicy, musi liczyć się z nożem wbitym pod żebra  przez jednego z nich? Że kultura osobista, szacunek wobec starszyzny, godność czy honor to dla młodzieży coraz częściej puste frazesy? 

Póki jest jeszcze czas 

Dlaczego piszę ten tekst? Aby uczulić tych, którzy sądzą, że Religia w szkołach wszystko załatwi, a katecheta wychowa dzieci na prawych ludzi, wyręczając w tym rodziców. Nie traćcie czujności, nie dajcie zwieść się zapewnieniom, że wykuty w szkole na pamięć Dekalog uratuje Wasze dzieci przed zgubą a polskie szkoły przez tragedią, jaka zdarzyła się w Winnenden. 

Pod okiem dorosłych i za ich cichym  przyzwoleniem świat najmłodszego pokolenia stanął na głowie. Czy potrafimy przywrócić stary porządek?


separ