Dzisiaj jest niedziela, 14.08.22, imieniny: Alfreda, Atanazji

Ot, Życie

Bez wybaczenia?

Autor: Ewa Inn, data dodania: 27-12-2008 Bez wybaczenia?

Czy w życiu wszystko jest jedynie czarne lub białe? Niebo lub piekło? Świętość lub grzech? Szlachetność lub podłość? Chwała lub hańba? Bez wybaczenia i zrozumienia dla tych, którzy błądzą?


Przeczytałam artykuł o wstrząsającym tytule „Mamo nie zabijaj mnie!", niczym melodramat, wyciskający łzy prawym ludziom i wzbudzający poczucie winy u niegodziwców. I sama już nie wiem, czy należę do pierwszych czy drugich, bo potępiam zbrodnię samą w sobie, a jednak ten artykuł wywołał we mnie złość i poczucie, że powinnam stanąć w obronie... morderczyń.

Wyrachowane suki 

Autor artykułu biczuje matki, które po urodzeniu dziecka podrzucają je do „śmietnika, schodowej klatki, czy rwącej rzeki". Potępia je za ten czyn. Zamartwia się losem zabitych dzieci które na to nie zasłużyły. I tu zgodzę się z autorem. Zabójstwo to zabójstwo. Ale na tym koniec naszej zgodności poglądów. Bo oto autor wrzuca wszystkie te kobiety do jednego wora z napisem „Wyrachowane suki". Z zadziwiającą pewnością siebie uświadamia czytelnikowi, że owe morderczynie „bez zastanowienia skazały swoje dzieci na śmierć" i to „w sposób bezwzględny, okrutny i pozbawiony odrobiny uczuć". Zachodzę w głowę, skąd autor ma tę wiedzę?

Autor nigdy nie był matką z głodnym dzieckiem przy piersi, w której po mleku jest już tylko wspomnienie, jako że matka od dawna sama przymiera głodem. Autor też nigdy nie był matką, którą wyeksmitowano z gromadką dzieciaków przyczepionych do jej spódnicy. Nie był też nieletnią uczennicą, która zakochana po uszy oddała się chłopakowi, żądającemu „dowodów miłości". Nie musiał drżeć 9 okropnych miesięcy, żeby macocha despotka nie zorientowała się, że mała jest w ciąży, bo zmasakrowałaby ją do krwi, jak to niejeden raz robiła za mniejsze przewinienia. Mogłabym wymieniać tysiące innych sytuacji, w których znajdują się czasem ciężarne kobiety. Drogi Autor nie może wiedzieć, co one czuły wyrzucając zawiniątko z noworodkiem na śmietnik! Drogi Autor nie może wiedzieć, co nimi powodowało! W jakim były stanie emocjonalnym! Czy nie były w depresji poporodowej, czy nie były straszone przez męża-bestię, czy nie bały się kłopotów spowodowanych przyjściem na świat dziecka z traumatycznego związku kazirodczego, czy nie były przerażone presją społeczeństwa. Czy Drogi Autor nie dostrzega dramatu tych kobiet, przerażonych, zdesperowanych, zagubionych, bez wsparcia bliskiej osoby, której najczęściej nie mają? Czy jedyne co potrafi, to ślepo i sztampowo oceniać?

Do łóżka iść łatwo, trudniej wychować i dać dom 

Takie oto odkrywcze stwierdzenie padło w omawianym artykule. A mnie aż w głowie się od niego zakręciło. Bo Drogi Autor, mieszkając chyba na innej planecie, żyje w przeświadczeniu, że każdy związek opiera się na godności, partnerstwie i pożądaniu wypływającym z prawdziwej miłości li tylko. A przy tym pożądanie to nie ma prawa wymknąć się spod kontroli, bo przecież człowiek nie zwierzę i nad żądzami powinien panować. Dziwna to planeta i trochę zazdroszczę Drogiemu Autorowi. Ja żyję na innej, na której relacje damsko-męskie są o wiele bardziej skomplikowane. 

Przebrzydłe żądze 

My, Ziemianie, jesteśmy jakoś tak dziwnie skonstruowani, że nasz gatunek może przeżyć jedynie dzięki spółkowaniu. A żeby nas do tego zachęcić, przebiegła Matka Natura sprawiła, że jest to czynność szalenie przyjemna, a co gorsza, często nie potrafimy oprzeć się jej pokusie. Naszpikowani jesteśmy estrogenem, testosteronem i innymi hormonami za to odpowiedzialnymi. Mawiamy na to „chemia" i często jesteśmy wobec niej bezradni, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. To pcha nas, Ziemian, w objęcia innych, mąci w głowie, odbiera chwilowo rozum i myślenie perspektywiczne. Tak więc, jak stwierdził Drogi Autor, „do łóżka iść łatwo" - tak jesteśmy zaprogramowani. 

Na mojej planecie owe żądze są często motorem działań niegodziwych, takich jak przemoc, gwałt, szantaż, prostytucja, kazirodztwo. W tym wypadku kobiety nie mają wyboru takiego, jak być może na tajemniczej planecie Drogiego Autora. Tutaj kobieta często jest wleczona przez pijanego partnera do łóżka i brutalnie gwałcona, tutaj własne córki molestowane są przez ojców, a nawet zapładniane, tutaj wyrzuca się młode dziewczyny na ulicę, żeby zarabiały własnym ciałem na utrzymanie rodziców i rodzeństwa, tutaj żyją kobiety, które nie mają dokąd uciec, więc godzą się na podłe życie u boku podłych mężczyzn, którzy włażą na nie (dasz wiarę Drogi Autorze?) bez pytania i zastanawiania się nad konsekwencjami. 

Pytasz „czy na siłę trzeba wchodzić do łóżka i płodzić dzieci na potęgę, nie myśląc o konsekwencjach?". Spytaj o to mężczyzn z mojej planety. Czy na siłę muszą. Na szczęście jest tu sporo odpowiedzialnych przedstawicieli płci męskiej, ale jednak bywa, że ciąża jest wyłącznie problemem kobiety, a mężczyzna umywa od niego ręce. To ona staje przed wyborem. Urodzić? Usunąć? Podrzucić pod bramę kościelną? Oddać do adopcji? Kobiety na Ziemi mają często dylematy, o których Ty, Drogi Autorze, jak widać, pojęcia nie masz. Dylematy bolesne, raniące serca, okaleczające psychikę, niszczące życie.

Wyskrob się, a nie daj się

Dla odmiany Drogi Autor z zadziwiająca tolerancją podchodzi do aborcji, która „często wiąże się z podjęciem ciężkiego wyboru" i z dwojga złego, według niego, lepiej zawczasu się wyskrobać niż dopuścić do porodu. I wychodzi na to, że kobiety dopuszczające się aborcji są wrażliwymi istotami, przepełnionymi bólem po stracie (na własne życzenie) dziecka, a matki przecież często w afekcie podrzucające dziecko na śmietnik, są zimnymi morderczyniami, spektakularnie nazywanymi „katami". 

Gdy zastanawiam się, kto usuwa dziecko, a kto je podrzuca, dochodzę do wniosku, że bardziej szkoda mi tych drugich. Kobieta, która ma odpowiednie środki finansowe, która jest wyedukowana, która jest pod opieką ginekologa, ma o wiele większą możliwość dokonania aborcji. Świat nawet się o tym nie dowiaduje, często z jej partnerem włącznie. Jej nie potępia się. Wszak złodziejem jest ten, kto da się złapać. Niechciane ciąże są o wiele dramatyczniejsze w skutkach w wypadku kobiet ubogich, z patologicznych rodzin, w których mało kto jest ubezpieczony, więc dostępu do lekarza brak, antykoncepcja jest nieosiągalna, planowanie rodziny brzmi jak żart. I to najczęściej te kobiety właśnie posuwają się do czynów, które Drogi Autor tak piętnuje. Co zadziwiające, piętnuje również oddanie dziecka do adopcji! A przecież to ona jest często jedynym rozwiązaniem problemu. Legalnym, humanitarnym, z naciskiem na dobro dziecka, które nie skończy w lodowatej rzece, ani w patologicznej rodzinie, gdzie skazane jest na piekło. Jeśli nie adopcja, to co?

Alternatywa 

Ach tak, Drogi Autor czaruje nas opieką, jaką otacza się matki w naszym kraju. Pisze, że "są organizacje pozarządowe, fundacje i zawsze rzesza osób, które pomogą", dodaje, że „Polska, choć jest krajem, w którym nie dzieje się dobrze, zawsze potrafi współdziałać. I to siła tego kraju". A ja nie wiem, czy śmiać się czy płakać. Że kto niby pomaga? Że w jaki sposób? Że komu? Drogi Autorze, wypuść się w jakąś szemraną dzielnicę, zajrzyj do kilku mieszkań, tam skąd wydobywają się krzyki dorosłych i rozpaczliwy płacz dzieci. Jeśli w Twoim mieście nie ma takich dzielnic, to zapraszam do mojego. Spytasz tych ludzi o pomoc, jaką otrzymują od państwa, fundacji i społeczeństwa. Przejrzysz ich lodówki (jeśli je mają) i garnki. Zweryfikujesz „siłę tego kraju". A jak już przekonasz się, że byłeś w błędzie, to spytasz te kobiety, często w ciąży z kolejnym dzieckiem, „czy na siłę trzeba wchodzić do łóżka i płodzić dzieci na potęgę?". A potem powiedz im, że same sobie zgotowały taki los. I obowiązkowo dodaj to, co napisałeś nam: „Dziecko jest i powinno być bodźcem do działania, rozwoju i pracy. Pracy nad sobą i własnym charakterem.". Jestem bardzo ciekawa, co usłyszysz w odpowiedzi. I koniecznie nam o tym napisz.


separ