Dzisiaj jest piątek, 09.12.22, imieniny: Delfina, Leokadii

Na sportowo

Jeść albo nie jeść? Oto jest pytanie!

Autor: Ewa Inn, data dodania: 17-01-2013 Jeść albo nie jeść? Oto jest pytanie!

Może jestem średnio bystra a może leniwa jedynie, ale gdy próbuję przyswoić sobie wiedzę na temat diety biegacza, to szybko się zniechęcam. Czytam mądre wypowiedzi doświadczonych biegaczy, opracowania specjalistów od żywienia sportowców, porównuję, dopasowuję, kalkuluję i... odechciewa mi się jeść.


Na dzień dobry muszę zdeklarować się czy zależy mi bardziej na zrzuceniu zbędnych kilogramów czy na efektywniejszym bieganiu i lepszych wynikach. Muszę się określać? Bo ja to bym wolała dwa w jednym. Chciałabym mniej ważyć, ot, takie babskie fanaberie. Jednak chciałabym również nie zamiatać tyłów każdego biegu ulicznego, na finiszu ledwo żywa spisując w czarnych myślach testament. Dwie zachcianki jednocześnie to za wiele jak na jednego biegacza? Tak sobie kombinuję w tej mojej nieoświeconej głowie, że gdy biegnąc, trzeba targać ze sobą o kilka kilogramów za dużo, to siłą rzeczy wyniki są gorsze a samo bieganie dość, że mało efektywne, to jeszcze mało efektowne. To niby najpierw jeść tak, żebym schudła a potem tak, żebym stała się rasową biegaczką? A jak rozpoznać ten moment, gdy z biegającego tłuściocha człowiek zmienił się w odchudzonego biegacza, który może koncentrować się już wyłącznie na wynikach?

Dość, że trzeba być czujnym, na którym etapie rozwoju sportowego człek się akurat znajduje, to jeszcze trzeba wiedzieć dodatkowo co jeść przed biegiem, co jeść w trakcie długiego biegu, a co jeść po nim. Bo to nie jest takie hopsa! W odpowiednim momencie więcej białka, w innym więcej węglowodanów, ale w jednym momencie węglowodany muszą być proste, a w innym jednak złożone. I tak daaaaaalej...

Niedawno, gdy Redakcja serwisu tutejszego rzuciła pytanie użytkownikom „Jakie porady dla biegaczy?”, jeden z forumowiczów napisał:

„Profesjonalny artykuł nt. odżywiania. Ale nie typu "jedz makaron a rano bułeczkę z dżemem", tylko kompleksowy artykuł wielostronicowy o działaniu poszczególnych składników typu tłuszcze, węglowodany, cukry, etc. na organizm i jego wydolność.”

O raaaaaaaany! – ryknęła ma dusza zbolała. Kolejny elaborat wielce fachowy pisany językiem, którego nie mam ochoty się uczyć! Znów kłody pod nogi przeciętnemu biegaczowi? Czy nic nie może już być proste w bieganiu? Gdy czytam programy treningowe, to włosy mi dęba stają i nie mam ochoty rozszyfrowywać tych tabel, skrótów, terminologii, szukać definicji tych wszystkich sformułowań. Jestem biegaczem amatorem i chciałabym, żeby ktoś do mnie przemówił jak do amatora! Żeby jeść prawidłowo, też muszę przebrnąć przez te wszystkie mądrości? Doprawdy, nie chcę mi się ślęczeć nad opracowaniem osobistej mej diety np. według takich wskazówek:

„W przypadku kobiety ważącej 60 kg powinna ona codziennie spożywać ok. 48 – 60 g białka, a mężczyzna ważący 80 kg powinien spożywać ok. 64 – 80 g białka dziennie. Powyższe wartości dotyczą osób o niskiej i umiarkowanej aktywności fizycznej tj. od osób nieaktywnych do osób biegających do 2-3 razy w tygodniu łącznie 20-30 km. O ile im spożycie białka wystarczy na poziomie 0,8-1 g/kg m.c., o tyle u biegaczy biegających większą ilość kilometrów zapotrzebowanie na białko może być wyższe.”

Zamiast siedzieć w tabelach wartości odżywczej produktów spożywczych i przeliczać ile białka zawiera pierś z kurczaka, którą rzucę na talerz i pożrę na obiad, wolę pobiegać sobie w parku i liczyć na to, że to co jem, nie zemści się na moim bieganiu zbytnio. I pozwolę sobie pozostać w opozycji do cytowanego forumowicza, stwierdzając nieśmiało, że ja właśnie pragnę prostych porad a’la makaron i bułeczka z dżemem.

Marzy mi się, wzorem popularnego kalkulatora BMI, jakiś sprytny przelicznik dla takich leniwców jak ja, w którym podaję mój wiek, wagę, płeć, dystans jaki pokonuję i co tam jeszcze potrzebne, i po trzaśnięciu palcem w Enter ukazuje się mym oczom dieta skrojona w sam raz na mnie. Ale trzeba zejść na ziemię i zapomnieć o takich ułatwieniach.

Pójdę teraz coś zjeść. Może kanapka, na którą mam ochotę nie stanie mi w gardle, gdy dopadnie mnie wyrzut sumienia na myśl, że znów nie chciało mi się sprawdzić czy pochłaniam odpowiednią ilość węglowodanów a stosunek białka do całej pieprzonej reszty jest właściwy.


separ