Dzisiaj jest niedziela, 14.08.22, imieniny: Alfreda, Atanazji

Z pazurem

Smutnych Świąt i... niech Was wszystkich szlag trafi!

Autor: Ewa Inn, data dodania: 20-12-2012 Smutnych Świąt i... niech Was wszystkich szlag trafi!

Przedświąteczna gorączka, radosne zakupy, potajemne pakowanie prezentów, pieczenie pierników, które muszą zmięknąć do Świąt – wielka euforia ogarnia każdego. Prawie każdego.


Nie wszystkim udziela się ten radosny klimat, nie dla wszystkich 24 grudnia kojarzy się z ciepłem domowego ogniska, z suto zastawionym stołem i kolorowymi paczuszkami pod choinką podrzuconymi przez kochane osoby, oraz z życzeniami „Wesołych Świąt...”, które co roku niezawodnie napływają od tych samych przyjaciół i krewnych. Boże Narodzenie to dla niektórych koszmar. To czas, w którym najchętniej uciekliby w dzikie lasy bieszczadzkie, schowali się w jakiejś gawrze razem z niedźwiedziem i przespali ten czas. Żeby nie tęsknić. Nie płakać. Nie zazdrościć. Nie czuć nienawiści. Goryczy. Bólu.  

Są tacy, którzy...   

sięgają już dna. Pieprzone życie tam ich oddelegowało. Bezdomni. Wciąż na niezłej bani. Klin klinem i jakoś to życie mija. Za słabi, żeby spróbować wyjść z tego bagna, za silni, żeby skończyć z życiem. Chrzanią Święta, bo cóż to niby takiego? „Przybieżeli do Betlejem..." bla bla blaaa... do nich i tak nikt nie przybieży. I gdzie mają urządzić Wigilię? Pod mostem, w kanale, w piwnicy?

W ich kartonowych królestwach nie ma na to miejsca. A nawet jeśli jest, to co? Mają podzielić się z kartonowymi kumplami zepsutymi pomarańczami, znalezionymi na tyłach hipermarketu? Pomarańcze, których zapach przywodzi cudowne wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to owoc ten był rarytasem rzucanym do sklepów tylko raz do roku, właśnie przed Bożym Narodzeniem? 

A może mają przetrzepać swoje przepocone łachy i wyskoczyć na jakąś Wigilię urządzaną kilka dni wcześniej przez tę czy inną instytucję, która próbuje dać im namiastkę Świąt w jakiejś obskurnej sali gimnastycznej lub jadłodajni? Mają pośpiewać sobie kolędy, spałaszować ciepłą strawę, pobyć z setką lub dwiema innych kloszardów? A potem wrócić do swoich kartonów? Ból, który udało im się zaleczyć przez ostatnie tygodnie, miesiące czy lata, teraz ma na nowo rozdzierać ich serca, przywołując wspomnienia utraconego szczęścia i stabilizacji? 

Wolą już pozostać w swoich kryjówkach. Albo ten czas prześpią, albo wespół z towarzyszami niedoli otworzą wino za kilka złociszy i wzniosą toast wraz z pierwszą gwiazdą na grudniowym niebie: „Smutnych Świąt i... niech Was wszystkich szlag trafi!"

Są też tacy, których... 

nieszczęścia nie pozna się po niedopranych łachmanach na zmarzniętym grzbiecie i trzęsących się dłoniach, które przeliczają uzbierane grosze na flaszeczkę wina. Ci drudzy, to na pozór szczęśliwi, poukładani ludzie, których codziennie mijamy na ulicach, z którymi może pracujemy, z którymi czasem nawet przyjaźnimy się, a może też łączą nas więzy rodzinne. Czasem znamy ich małe i duże tragedie. Czasem nie mamy o nich pojęcia. Tragedia niejedno ma imię. Alkoholizm. Molestowanie. Gwałt. Terror. To często odbywa się w zaciszu domowym. 

Tragedią może być również brak miłości. Bez tego da się żyć, prawda? Cóż tam miłość, kiedy inni do garnka nie mają co włożyć i z zimna umierają. Ale kiedy nadchodzą Święta, wtedy jakoś szczególnie trudno bez tej całej miłości. Czasem bywa się samotnym i niekochanym w domu pełnym ludzi. W domu, gdzie dawno umarły uczucia, gdzie każdy żyje własnym życiem, gdzie okrągły rok wypełniony jest brakiem szacunku, nienawiścią, zdradą. 

I nagle kalendarz podpowiada, że lada moment nastanie czas, w którym powinno zasiąść się do stołu i przemawiać do siebie ludzkim głosem. Ale jak to zrobić, kiedy w sercu blizna jeszcze niezagojona, kiedy niegdyś bliska osoba teraz jest wrogiem, kiedy tak trudno usiąść z nią przy jednym stole, a co dopiero tworzyć świąteczny nastrój? Ok, jakoś trzeba to przeżyć. Dla tradycji, dla dzieci, dla teściów. Byle szybko. A potem zamknąć się w swoim pokoju z butelką czerwonego, wytrawnego i wznieść samotnie toast: „Smutnych Świąt i ...niech Was wszystkich szlag trafi!"

Nigdy więcej Świąt

Pusty dom. Od dawna. Z różnych powodów. Ale one przecież nie są teraz ważne. Ważne są Święta. Och, jak wtedy samotność jest bolesna! Wkrada się z każdego miejsca. Wyłazi spod choinki, z telewizora, zza okna. Wszędzie te cholerne Święta! Wszyscy się radują i miłują! Tylko w domu jakoś tak pusto i strasznie. I nie ma dokąd pójść. Nikt nie zaprosił. Nikt nie pamiętał. Każdy ma przecież swoje życie, swoich bliskich. Każdy ma na stole wigilijnym tradycyjne puste nakrycie dla niespodziewanego gościa... to taki bajer, żeby czuli się w tym dniu dobrzy, szlachetni i gotowi do dzielenia się radością. Tylko czemu nie pomyśleli o tym samotniku, który tak bardzo pragnie, aby go ktoś przygarnął w te Święta?

Żal sięga zenitu. Smutek nie do wytrzymania. Chór chłopięcy wyśpiewuje w telewizji radosne kolędy, za ścianą u sąsiadów słychać śmiech dzieci. Z buteleczki wysypują się na dłoń tabletki. Cała garść. Jeszcze tylko popić je szampanem. Miał być na Sylwestra. Też spędzonego w samotności. I jeszcze tylko ostatni toast: „Smutnych Świąt i ...niech Was wszystkich szlag trafi!". 


separ