Dzisiaj jest niedziela, 14.08.22, imieniny: Alfreda, Atanazji

Z pazurem

Na kolana psie!

Autor: Ewa Inn, data dodania: 04-03-2010 Na kolana psie!

Premier Tusk wybudował sobie Orliki i biega w krótkich spodenkach po boisku z kumplami, bawiąc się w beztroskiego chłopca, a chłopcy, którzy powinni beztrosko bawić się na Orlikach, chowają za pazuchy noże i bawią się w gangsterkę.


JP znaczy „je**ć policję”

Jeszcze nie tak dawno polska młodzież z dumą mówiła o sobie „pokolenie JP II”, deklarując przywiązanie do wartości, jakie głosił Jan Paweł II. Jak grzyby po deszczu powstawały strony internetowe skupiające rozentuzjazmowaną młodzież. Reprezentowanie pokolenia JP II stało się cool. Nie trzeba było jednak długo czekać na zmiany – okazało się, że to była chwilowa moda, nie mająca wiele wspólnego ze szczerymi przekonaniami, w sporej części wykreowana przez media. Dziś bycie pokoleniem JP II jest już passé, a skrót JP został zastąpiony innym, złowieszczym znaczeniem.

Rośnie nam bujnie pokolenie JP na żyznej glebie liberalnego społeczeństwa

Niedawno trafiłam w telewizji na rozmowę dziennikarza z jakąś specjalistką, jak przypuszczam, na temat wychowywania dzieci. Piękna, młoda kobieta karciła rodziców, którzy wymagając od dzieci solidnego wywiązywania się z obowiązków, krytykują marne wyniki w szkole, wyrażając zdecydowaną dezaprobatę. Pani Ładna sugerowała, że to błąd wychowawczy i krzywda dziecka, któremu należy oszczędzić takich stresujących sytuacji i zaleciła, aby rozmowa na temat złych ocen w szkole wyglądała następująco – Posłuchaj, jestem nieco zaniepokojona Twoimi postępami w nauce… Szybko zmieniłam kanał, żeby nie powalił mnie na podłogę zawał serca. Miałam dość słuchania kolejnej propagatorki bezstresowego wychowania dzieci! Oczami wyobraźni zobaczyłam rozmowę matki nastolatka, która wróciła ze szkolnej wywiadówki.

Wchodzi do pokoju syna, w którym aż siwo od spalonych blantów, a on, ubrany w koszulkę z napisem „JP na 100%”, siedzi przed komputerem z nogami na biurku i przegląda Demotywatory. Matka, mająca w pamięci mądrości Pani Ładnej z telewizji, dusi w sobie złość i rozczarowanie i przemawia łagodnym głosem do młodzieńca: Kochanie, jestem nieco zaniepokojona Twoimi postępami w nauce…. Skołowana mamusia uwierzyła Pani Ładnej, że ostra łajanka zaserwowana synusiowi-nieukowi może naruszyć jego delikatną konstrukcję psychiczną i okazać się traumą do końca jego życia.

Oby tak dalej!

Wmawiajmy nadal rodzicom, że z dzieckiem trzeba obchodzić się jak z jajkiem! Że ma niezliczone prawa, natomiast wywiązywanie się z obowiązków pozostaje w gestii jego dobrej woli. Że wszystko może, natomiast niczego nie musi. Oszczędzajmy mu stresujących sytuacji, psujmy je i rozpieszczajmy. Usuwajmy wszelkie przeszkody, które musiałoby pokonywać. Nie stawiajmy wymagań, nie pokazujmy rozczarowania, nie pozwólmy, żeby czuło się niekomfortowo, nie uderzajmy w jego rozdmuchane ego. Wykreślmy ze słownika dziecka słowa: proszę, dziękuję, przepraszam. Uczmy je brania, rozpychania się łokciami, nie wymagajmy umiejętności dawania. Potępiajmy konserwatywny sposób wychowywania. Drwijmy z wartości, z tradycji. I czekajmy na bolesne efekty.

W naszym państwie buduje się Orliki, zamiast zagwarantować dzieciom i młodzieży to, co naprawdę jest dla niech ważne. W naszym państwie przymyka się oczy na biedę, demoralizację i patologię w rodzinie, natomiast dopatruje się patologii tam, gdzie wcale jej nie ma. W naszym państwie nie odbiera się praw rodzicielskich rodzicom, w domach których gwałci się ich maleńkie dzieci, natomiast w brutalny sposób odbiera się dzieci rodzicom za to, że miały niedoprany fartuszek szkolny. W naszym państwie coraz mniej do powiedzenia ma rodzic, a coraz więcej instytucje, którym jedynie wydaje się, że wiedzą co to dobro dziecka.

Świat stanął na głowie. Dziecko ma większe prawa niż rodzice, uczeń większe niż nauczyciel, a młody bandzior podnosi rękę na człowieka stojącego na straży prawa. My, dorośli, powinniśmy odpowiedzialnie wychowywać młodych ludzi, wyznaczać im granice, uczyć rozpoznawać dobro od zła, wynagradzać ale i karać, gdy na to zasłużą, po to, by nauczyli się, że życie w cywilizowanym świecie, to zbiór zasad, które trzeba respektować. A tymczasem pozwalamy ingerować ludziom z zewnątrz, którym wydaje się, że lepiej wiedzą, jak mamy wychowywać własne dziecko. Metody, które świetnie sprawdzały się od pokoleń, dziś przedstawia się jako przestarzałe i szkodliwe. Dajemy sobie wmawiać, że klaps w pupę niesfornego dzieciaka to patologia, a kara za jedynki w dzienniku szkolnym to wychowawcza porażka. I pogubieni w tym wszystkim, sami już nie wiemy czy powinniśmy być rodzicami czy kumplami dla swoich dzieci, tak samo zresztą jak dzieciaki, które zagubione w tej swojej wolności i bezkarności, byłyby o wiele szczęśliwsze, gdyby zamiast bezwolnych i bezsilnych kumpli w domu, mieli troskliwych, odpowiedzialnych, silnych i konsekwentnych rodziców.

Łukasz Kosy wychodzi naprzeciw naszym fantazjom

Od jakiegoś czasu w mediach głośno jest o pewnej kampanii reklamowej, a to za sprawą plakatu, na którym widać klęczącego policjanta, a nad nim stojącego młodzieńca, który w jednej ręce dzierży deskorolkę a w drugiej pistolet, którym mierzy w umundurowanego człowieka. Wymowę plakatu uzupełniają słowa, jakie chłopiec kieruje do policjanta; „NA KOLANA PSIE!!!!!”. W następnych edycjach reklama miała ponoć przedstawiać podobne scenki z udziałem ochroniarza i księdza. Jednym z ojców tego plakatu (a mówią, że porażka jest sierotą) jest Łukasz Kosy. Jak tłumaczy jego treść? „Taki pomysł drzemie w głowie każdego deskorolkowicza. Chłopcy nie lubią policjantów i ochroniarzy.”

Panie Kosy, chore pomysły trzeba wybijać młodzieży z głowy a nie propagować! Ja wiem, że światem rządzi kasa, ale dla jej pomnożenia nie można robić wszystkiego!

Miliony Polaków nie lubią ZUS-u i możesz Pan bez problemu domyśleć się, jakie pomysły drzemią w ich głowach. Nie lubimy wielu instytucji, wielu ludzi, którzy decydują o naszym losie, począwszy od rządu polskiego, poprzez nieuczciwych pracodawców, a skończywszy na Kowalskiej z warzywniaka, która sprzedaje nieświeży towar. W ludzkiej głowie kłębią się różne pomysły i często głośno pomstujemy na otaczający nas świat. Jednak do tej pory nikt nie wpadł na haniebny pomysł wykorzystania w reklamie takiej agresji i nienawiści. Pan jesteś pionierem, lecz żywię nadzieję, że nie rozpiera Pana duma z tego powodu.

Pazerność nie zawsze popłaca i mam nadzieję, że reklamowana marka zostanie zbojkotowana przez klientów. Przeliczył się Pan – chciałeś Pan przypodobać się miłośnikom deskorolki, a tymczasem uderzyłeś w nich boleśnie. Okazało się, na szczęście, że deskorolkowicze, których posądzałeś Pan o bandziorskie zapędy, wygłosili oficjalny sprzeciw, absolutnie nie utożsamiając się z Twoją opinią. I chwała im za to!

A może JWŚ?

Reklamę wycofano, mroczna twórczość jej pomysłodawców została potępiona, jednak zmartwienie pozostało. Obraz dzieciaka mierzącego z broni palnej w głowę policjanta pozostał w niedojrzałych umysłach chłopców, którzy dali sobie z łatwością wmówić, że trzeba „je**ć policję!”. Obraz stworzony a potem zaakceptowany przez dojrzałych, inteligentnych ludzi, stał się niejako przyzwoleniem na czynienie zła, aprobatą burzenia porządku tego świata. Obraz ten stał się również cichym współudziałem w zbrodniach, jakie zaczynają być dokonywane na stróżach prawa.

JP – niegdyś szczeniacka zabawa w groźne słówka, dziś przeradza się w całkiem realne czyny. Coś bardzo złego zaczyna się dziać. Dzień po dniu młodzi ludzie napadają na policjantów, czasem z tragicznym skutkiem. JP to już nie zabawa. To wojna wypowiedziana przez młodych ludzi, dla których życie ludzkie przestało mieć wartość.

Kiedy już pokażą, że nie boją się niczego i nikogo, to z kim potem będą chcieli się rozprawić? Na murach zobaczymy oprócz napisu JP także JN, JK, JS z dedykacją dla Nauczycieli, Księży i Starych vel ich własnych rodziców? A ostatni skrót wysmarowany na murze przez rozzuchwalone młode pokolenie będzie pochodził od słów Je**ć Wszelkie Świętości i nie będzie to jedynie pusty slogan znudzonych dzieciaków. I być może będziemy musieli pochylić się nad tym problemem, przyznając się do porażki, jednak wtedy będzie już zdecydowanie za późno...


separ