Dzisiaj jest niedziela, 14.08.22, imieniny: Alfreda, Atanazji

Wiedzieć więcej

Pocałunek Depresji

Autor: Ewa Inn, data dodania: 23-08-2009 Pocałunek Depresji

O depresji mówi się dużo, przestaje ona być tematem tabu. To jednak nie wystarcza, skoro wciąż bagatelizowana lub uznawana za chorobę wstydliwą, nadal znajduje się w czołówce światowych problemów zdrowotnych.


Przypadek Renaty

 - To co się ostatnio ze mną dzieje, to już prawdziwa masakra. Jeśli ktoś by spytał, jaki jest mój świat, to odpowiedziałabym, że czarny. Nie trawię go. Siebie zresztą też. Jesteś kobietą, więc pewnie wiesz, jak to jest, gdy nadchodzą „te dni" - czasem zachowujemy się wtedy irracjonalnie, gadamy bzdury, których  potem żałujemy, mamy dziwne humory, a co najgorsze, nie mamy na to kompletnie wpływu. A jak to mija, to zastanawiamy się, co nam wtedy „odwaliło". Z tą moją depresją jest podobnie, tylko że ona nie chce minąć. To wszystko dzieje się wbrew mnie. Zatruwa mnie. Odbiera chęć... - głos Renaty łamie się w pół słowa, a do oczu napływają łzy. Wyciąga z torebki chusteczki, wyciera oczy i bierze głęboki oddech. - Już nie mam siły płakać. Nie ma dnia bez łez. Rozsypuję się z byle powodu. W pracy ukradkiem ocieram łzy. W domu ryczę jak bóbr, chociaż powstrzymuję się przy córeczce. Ale ona i tak poznaje, że płakałam. Przytula się wtedy do mnie i  pyta tym swoim niewinnym głosikiem „mamusiu, znów jesteś smutna?".

- Co tak naprawdę Cię trapi? Przecież bez powodu człowiek się tak nie dręczy?

- Ha! Żeby to było takie proste. Często biję się z własnymi myślami, wyzywam się od kretynek, pytam się o co tak właściwie mi chodzi? To, co kiedyś nie stanowiło dla mnie kłopotu, dziś urasta do rangi gigantycznych problemów. Kiedyś się lubiłam, znałam swoją wartość, akceptowałam swoje niedoskonałości. A dziś? Wydaje mi się, że do niczego się nie nadaję, najdrobniejsza porażka powoduje, że wpadam w kolejny „dół". A przy tym wszystkim czuję się taka samotna, niechciana, niepotrzebna.

- Jak to samotna, niechciana? A co z twoim partnerem? 

- Oj, wiem. Mam faceta, jest kochany. Ale czuję, że nawet nasz związek psuję przez te moje „doły". Nie opuszcza mnie ostatnio przeświadczenie, że on chce się „wypisać" z naszego związku. Że coś się wypaliło. I przecież zdaję sobie sprawę, że już jakiś czas spotykamy się ze sobą, więc nie ma już tej świeżości i fascynacji charakterystycznej dla nowych związków i próbuję sobie wytłumaczyć, że wszystko jest dalej OK  między nami,  ale ta natrętna myśl, że pewnie jestem do niczego i nawet on ode mnie się odsuwa, jest silniejsza. Zaczynam być toksyczną kochanką, wiesz? I to mnie przeraża, że wszystko niszczę. 

- Ale przecież musi być coś, co sprawia Ci przyjemność, coś co pozwala Ci mimo wszystko jakoś sobie radzić. 

- Jakoś? Ja sobie wcale z tym nie radzę. Nic mnie nie cieszy, nic nie interesuje. Nawet sprzątać w domu mi się nie chce. Jedyny moment, który przynosi mi ulgę, to ta chwila, gdy czuję, że nadchodzi sen. To przejście do innego świata jest takie kojące. Dlatego zresztą często ucinam sobie drzemkę popołudniu. To taki chytry plan ucieczki - pierwszy raz od początku tej rozmowy Renata uśmiecha się. - To pewnie przez tabletki uspokajające, które łykam, żeby złagodzić tę burzę myśli w głowie. Potem nie mogę spać w nocy. Czasami, kiedy tak sobie leżę, to zastanawiam się nad śmiercią... nie myśl, broń Boże, że mam myśli samobójcze, nie, nie! Ale myślę często, że w życiu już nic dobrego mnie nie spotka, że wszystko już przeżyłam, a teraz czeka mnie już tylko wegetacja. Więc gdybym miała umierać, to nie byłoby mi żal tego świata... 

- A co z córką? Przecież masz dla kogo żyć. 

- Właśnie... tylko dzięki niej jakoś się jeszcze trzymam. W ostatnich przebłyskach rozsądku uświadamiam sobie, że muszę się wyrwać z tego letargu.

- Próbowałaś szukać pomocy? Nie myślałaś o wizycie w jakiejś poradni? 

- Eeee, nieeee... nie wiem czy bym umiała otworzyć się przed obcą osobą. Nie myślałam o tym jakoś szczególnie. Myślisz, że to już czas na psychiatrę? Hahaha... Wiem,  wiem,  coś z tym muszę zrobić. Mój ukochany usilnie wyciąga nas na wycieczkę w góry. Nie chce mi się jechać jak cholera, ale czuję, że muszę pojechać. Tak bardzo chciałabym znów w moim życiu zobaczyć kolory...

Okiem psychiatry  

- Panie Doktorze, po przeczytaniu tej historii jest Pan w stanie określić, co tak naprawdę dolega mojej rozmówczyni? 

- Całość wypowiedzi wskazuje na depresję, ale... Pani Renata winna porozmawiać z psychiatrą. Taki kontakt pozwoliłby zawęzić zakres różnicowania zaburzeń. Przede wszystkim wykluczyć wiele schorzeń, które "obraz depresyjny" może zakrywać lub które często towarzyszą zaburzeniom nastroju. Sam zapis rozmowy pozbawia badającego możliwości oceny reaktywności pacjenta i przekazu pozawerbalnego, stąd moja ostrożność. 

Jeśli Pani Renata boi się tego spotkania, to może na początek psycholog.  Po jego ewentualnej ocenie, że bez farmakoterapii się nie obędzie, Pani Renacie łatwiej będzie znieść konieczność brania leków. Ważne, by nie poprzestać na kontakcie z lekarzem pierwszego kontaktu, któremu pacjenci przekazują najczęściej "przetrawioną" informację o bezsenności lub lęku i w konsekwencji otrzymują jakieś benzodwuazepiny.  

- Benzodwuazepiny to, jak rozumiem, leki? W trudnych chwilach faktycznie przynoszą ulgę więc bywa, że po nie sięgamy. Tak jak Renata; wolimy przespać kłopoty, na chwilę zapomnieć. Problem pojawia się, gdy zaczynamy mieć kłopoty ze snem, prawda?
- Pierwszą kwestią, na którą właśnie warto zwrócić uwagę, są problemy ze snem. To sfera, która u większości osób jest zaburzona już na samym początku problemów psychicznych. Przygodne zaburzenia snu miewa prawie każdy. Trwają kilka nocy, czasem kilkanaście. Najczęściej mijają bez śladu. Czasem zaburzają rytm dobowy i wtedy pewnym "wysiłkiem" należy go przywrócić, niekiedy pomocne bywają leki "czysto nasenne" pobierane krótkotrwale. Kłopoty ze snem trwające dłużej niż 3 tygodnie  powinny wzbudzić naszą i lekarza, do którego się udajem,y czujność. Najczęściej jest nim lekarz rodzinny. Najpewniej zapisze jeden z leków nasennych. Jeśli jedno opakowanie (zwykle 20 sztuk) nie poprawi snu po leczeniu, to nie jest to przejściowa bezsenność. Błędem jest kontynuowanie takiej terapii objawowej przez kolejne tygodnie czy miesiące (bywa że i lata). 

Niestety większość pacjentów pobiera leki nasenne długotrwale, wiele miesięcy, stopniowo podwyższając dawki - ponieważ początkowa już nie działa. Leki tego typu pogarszają funkcje poznawcze, wywołują "kaca" następnego dnia, mogą nasilać zaburzenia nastroju, po odstawieniu bezsenność "z odbicia", czasem powodują krótkotrwałe zaburzenia świadomości, a co najważniejsze powodują uzależnienie. Pokaźna grupa pacjentów zgłaszająca się do mnie z bezsennością, wyraża zdziwienie, gdy po przeprowadzonym badaniu tłumaczę im, że problem nie leży w ich śnie. Są przecież przekonani, że wszystko by było dobrze, że byliby zdrowi, gdyby tylko mogli się wyspać. Tacy pacjenci najczęściej cierpią na zaburzenia afektywne lub lękowe.
- Wróćmy do samej depresji. Jak Pan sądzi, dlaczego ludzie, którzy na nią cierpią, wolą dźwigać jej ciężar, często starając się ukrywać to przed światem, niż poprosić o pomoc specjalistę? Skąd ta bariera przed pójściem do psychiatry? 

- Obawa przez etykietowaniem. Ktoś, kto korzysta z pomocy psychiatry, jest w świadomości społecznej mniej wiarygodny. Lęk przed odsłonięciem - strach, że to co dotychczas kryło się w naszej wyobraźni zostanie nazwane, ujawnione i wymknie się spod kontroli. Poczucie niekompetencji - fałszywe przekonanie, że ze wszystkim trzeba sobie radzić samemu a pomoc innych jest porażką. Powodów jest bardzo wiele i w trakcie leczenia czasem udaje się je zniwelować.

- Załóżmy więc, że zwalczyliśmy te obawy i decydujemy się na skorzystanie z pomocy specjalisty. Jak wygląda leczenie?
- Istotą każdego leczenia powinien być plan terapeutyczny. To ważne w każdej dziedzinie medycyny, ale w psychiatrii nieodzowne. Taki plan podlega negocjacji i powinien być ustalony na początku leczenia w trakcie stawiania diagnozy. Powinien zawierać ramy czasowe farmakoterapii, omówienie działań ubocznych leków i ewentualnych powikłań, zakres i częstotliwość kontaktu z terapeutą, spodziewany obszar poprawy.

Minimalny zalecany czas leczenia pojedynczego epizodu depresji to 6 miesięcy. Należy jednak ocenić jego nasilenie, aktualną sytuację pacjenta a przede wszystkim obecność wcześniejszych zaburzeń nastroju, które mogą wskazywać na depresję nawrotową - wtedy leczenie liczone będzie w latach. Poza tym część pacjentów z depresją przy dokładnym wywiadzie ujawnia zaburzenia afektywne "z drugiego bieguna" - epizody podwyższenia nastroju, nadaktywności. Taki obraz zaburzeń może wymagać zupełnie innego leczenia aniżeli leki przeciwdepresyjne. 

- Terapia to także leki, prawda? Czy są one wystarczające, aby "wyciągnąć" pacjenta z depresji?

- Ostatnie kilkanaście lat przyniosło wiele zmian w farmakoterapii zaburzeń nastroju. Pojawiły się leki mające znacznie mniej objawów ubocznych lub takich, które można stosować u pacjentów obciążonych innymi chorobami, szczególnie somatycznymi. Trzeba jednak powiedzieć jasno, że żaden lek, nawet najlepszy, nie jest czynnikiem wystarczającym do wyleczenia. Wizyta psychiatryczna, która kończy się konkluzję lekarza "oto lek, proszę brać, to będzie lepiej... następny proszę" ma wyjątkowo ograniczone działanie lecznicze. Najlepsze wyniki w większości badań daje połączenie farmakoterapii z psychoterapią - głównie poznawczo-behawioralną.  

- Czy zdarza się, że cierpimy na depresję, która nie daje typowych objawów, przez co trudniej ją rozpoznać? 

- Bardzo dobrze, że Pani o to pyta. Wśród psychiatrów trwa dyskusja o tak zwanych maskach depresji. Dość liczna grupa pacjentów nie ujawnia typowego obniżenia nastroju i w swoim cierpieniu koncentruje się na zupełnie innej sferze przeżywania. Czasem są to przewlekłe bóle nie mające uzasadnienia w wynikach badań, picie alkoholu ciągami, bezsenność, okresy anoreksji i wiele innych. Dokładny wywiad przy dłuższym kontakcie z pacjentem pozwala czasem postawić takie rozpoznanie i włączyć adekwatne leczenie.  

- Panie Doktorze, na zakończenie proszę o kilka uniwersalnych rad w związku z jesienią, która małymi krokami zbliża się do nas. Doskonale wiemy, że ta pora roku nie wpływa korzystnie na nasze samopoczucie. Czy istnieje coś takiego jak "jesienna depresja"? Jak z nią walczyć? 

- Sezonowe zaburzenia afektywne, o których Pani wspomniała, są również częścią zaburzeń nastroju pod warunkiem, że istotnie wpływają na funkcjonowanie osoby lub powodują jej znaczny dyskomfort. Trzeba uwzględnić pewną zmienność aktywności związaną z porą roku i traktować ją jako "normalną" - to pozostałość po przodkach. Najwięcej dowodów naukowych wskazuje na czynnik ograniczenia światła w tych zaburzeniach. Stąd jedną z najskuteczniejszych form leczenia - poza lekami - jest fototerapia. Są dostępne na rynku specjalne lampy, które stosowane codziennie w okresie jesiennym i zimowym mogą zapobiec albo wyleczyć to schorzenie. 

- Dziękuję serdecznie za poświęcony czas i cenne porady. 

Pocałunek... 

Kojarzycie mnie? Nie jeden raz otarliście się o mnie. Nie jeden raz ulegliście mi bez najmniejszej walki. Czasem mnie rozpoznajecie, czasem udajecie, że nie znacie, a czasem faktycznie nie macie o mnie pojęcia. Potrafię się maskować, dzięki czemu Wy i Wasi bliscy nie możecie mnie rozpoznać. Zabawne, jak mylnie postrzegacie moje ofiary - kompleksiarze, lenie, ponuraki, frustraci, mazgaje, panikarze, pesymiści, nieudacznicy. Widzicie w tych ludziach wady, nad którymi według Was można popracować. Nie wiecie jednak, że to moja sprawka, że toczę podstępnie ich duszę, jak robak pożerający od środka niegdyś zdrowy i dorodny owoc. Kiedy moje ofiary nie mają wsparcia w bliskich, wtedy najłatwiej przychodzi mi dopełniać swego dzieła. Jestem zachłanna, dlatego wciąż krążę blisko Was, wyszukując kolejne ofiary. Bądźcie czujni, stawka jest wysoka, a ja bywam uparta. Całuję, Wasza Depresja.

 

Porad udzielił Krzysztof Stańkowski - lekarz, specjalista psychiatra, psychoterapeuta.


separ