Dzisiaj jest niedziela, 14.08.22, imieniny: Alfreda, Atanazji

Z pazurem

Ciąża to nie choroba?

Autor: Ewa Inn, data dodania: 15-03-2010 Ciąża to nie choroba?

Można normalnie funkcjonować z brzuchem po samą brodę aż do dnia porodu, można też wylegiwać się z nogami do góry od dnia, gdy tylko lekarz potwierdzi ciążę. Nikogo nie dziwi, że spora część kobiet wybiera drugą opcję, skoro ma taką możliwość, natomiast dziwi biczowanie pracodawców, którzy okazują niechęć do ciężarnych pracownic.


Zdaję sobie sprawę, że są ciąże zagrożone, że są kobiety, które bardzo ciężko znoszą stan błogosławiony, że są przypadki, gdy ciąża uniemożliwia pracę zawodową i rozumiem, że takie kobiety muszą pozostać w domu, w trosce o dobro własne i nienarodzonego dziecka. To nie podlega żadnej dyskusji. Jednak wiem, że ogrom kobiet najzwyczajniej w świecie wykorzystuje możliwości, jakie daje ciąża, aby zrobić sobie wolne od pracy na wiele tygodni lub miesięcy. Szukam w pamięci kobiet, które przez całą ciążę były aktywne zawodowo. Znalazłam dwie. A znajomych matek mam przecież ogrom. 

Wskaźnik frajerstwa 

Ja również jestem matką. Dwukrotnie miałam przyjemność być kobietą ciężarną. Zima, lato, upały, mrozy – maszerowałam do pracy. Nudności, obrzydliwe migreny, megabrzuch, obrzęk nóg, ból kręgosłupa, ucisk na pęcherz, niemiłosierna zgaga, bolesne kuksańce w wątrobę, kłopoty z oddychaniem – ja to wszystko znam, przez wszystko przeszłam. Prócz tych dolegliwości posiadałam również… wysoki wskaźnik frajerstwa, objawiający się tym, że zarówno w wypadku pierwszej, jak i drugiej ciąży do pracy chodziłam dzielnie do końca ciąży, nie zaliczając ani jednego dnia zwolnienia lekarskiego. 

Mogłam wybrać inne rozwiązanie, ponieważ jedno z pierwszych pytań, jakie zadaje lekarz prowadzący ciążę, to czy chcę zwolnienie lekarskie. Ot tak. Bo to przecież ciąża. Bo można ten stan wykorzystać. Bo nikt nie sprawdzi czy zwolnienie jest zasadne. Bo za ten okres i tak otrzymuje się stuprocentowe wynagrodzenie. Więc jeśli kobieta nie posiada wysokiego wskaźnika frajerstwa, to z chęcią przyjmuje propozycję lekarza. I często te kobiety właśnie, które zarzekały się przed pracodawcą, że ciąża nie będzie miała żadnego wpływu na ich pracę, niespodziewanie podrzucają świstek od lekarza i znikają na długi czas. I potrafię to zrozumieć, że ciężarne wybierają przejście ciąży z dala od zakładu pracy, nawet gdy ich stan pozwala na aktywność zawodową. Po co dzień w dzień nosić do pracy swój wielki brzuch na opuchniętych nogach, skoro można w tym czasie poleżeć w łóżku, oglądając telenowele lub czytając poradnik dla przyszłych mam? Przyjemnie jest skupić się wyłącznie na ciąży, wypoczywać w domowym zaciszu, zwłaszcza, że po rozwiązaniu wszystko się zmienia, świat staje na głowie, a kobieta na długi czas może zapomnieć o błogim spokoju i wypoczynku. Gdyby nie mój wyżej wspomniany wskaźnik i mało dziś modne poczucie obowiązku, to też pewnie bym skorzystała z tego dobrodziejstwa. 

Jak dbamy, tak mamy 

Jednak my, kobiety, musimy słono zapłacić za nadużywanie tego przywileju. Przestajemy być wiarygodne dla części pracodawców, którzy jak ognia boja się młodych kobiet w wieku rozrodczym. Czy powinno nas to dziwić? Duża firma nie odczuwa boleśnie braku ciężarnych kobiet na stanowisku pracy, ponieważ zawsze można tak zorganizować pracę pozostałych osób, żeby praca w danym dziale nie „kulała”. Jednak dla małej firmy to ogromny problem i wcale mnie nie dziwi, że gdy właściciel takowej raz „sparzy” się na ciężarnej pracownicy, zrobi wszystko, aby uniknąć takiego ryzyka. Wyobraźmy sobie, że w firmie pracuje pięć osoby na krzyż i zatrudnia się kobietę, która ma np. pociągnąć całą księgowość i płace, a do tego powinna prowadzić sekretariat.  Kobieta zachodzi w ciążę, a po czasie stan, który rzekomo nie jest chorobą, okazuje się dla pracodawcy równie dużym kłopotem co schorowany pracownik. W sekretariacie za biurkiem jest pusto, księgowość leży odłogiem, a i wynagrodzeń nie ma kto policzyć. Pracodawca musi szybko wykombinować nowego pracownika, od nowa zaznajamiać go ze specyfiką firmy, a przy tym ciężarnej pracownicy nie może zwolnić. I co? Czy to faktycznie żaden problem? Czy to nie powinno zniechęcać przedsiębiorców? Czy ich obawy są bezzasadne? Czy powinni narażać własną firmę na kłopoty i na dezorganizację pracy dlatego, że kobieta ciężarna jest pod kloszem? Nauczeni, jakby nie było przykrym doświadczeniem, pewnie myślą: - Ok, niech sobie są pod kloszem, ale nie w mojej firmie! 

Niedawno w telewizji poruszono problem ciężarnych pracownic, a żeby lepiej zobrazować bezduszność pracodawców, dziennikarka pozwoliła sobie na małą prowokację. Wykonując telefony do firm szukających pracowników, przedstawiała się jako kobieta ciężarna. Jaki był efekt, każdy może się domyśleć. A ja zastanawiałam się czy gdyby owa dziennikarka sama była pracodawcą, to z otwartymi ramionami przyjęłaby do pracy kobietę w ciąży? Prowadzenie firmy to biznes i już. Wszyscy byśmy sobie życzyli, żeby ciężarna była łakomym kąskiem dla pracodawcy, ale tak nie jest i nie można temu się dziwić. 

Ciąża nie choroba? Pracodawcy mają inne zdanie na ten temat. Dla nich zatrudnianie ciężarnej jest jednoznaczne z utratą pracownika na długi czas. I to my, przyszłe matki, w dużej mierze same pracujemy na taki, często jednak krzywdzący stereotyp. Przez krótkowzroczne nadużywanie swoich przywilejów, podcinamy gałąź, na której siedzimy. Niestety.


separ